
Rano obudził mnie telefon z wiadomością, że Adasia „ciocia” Monika pojechała rano do szpitala, żeby urodzić Aleksandra. Wszyscy czekamy na nowego maluszka, aby powitać go na tym świecie.
Podczas śniadania, kiedy powiedziałam Adasiowi, że mały Aleksander dzisiaj wyjdzie z brzuszka, ku mojemu zaskoczeniu „wystrzelił jak torpeda” do swojego pokoju i powrócił z „Kicią Kocią”.


Kicia Kocia przez okrągłe 9 miesięcy, niecierpliwie czekała, aż urodzi się jej braciszek. Śpiewała mu i ciągle pytała się, kiedy do niej wyjdzie. W końcu mama pojechała do szpitala. W tym czasie Kicia Kocia wraz z babcią, zajęła się przygotowywaniem kącika dla maluszka. Jednak, kiedy maluch wraca do domu, okazuje się, że wcale tak różowo nie jest. Mama nie ma już dla swojej córeczki tyle czasu co wcześniej i Kicia Kocia schodzi na drugi plan. Nowa rzeczywistość wcale nie jest dla niej jasna, a mały Nunuś skupia na sobie prawie całą uwagę rodziców, co wcale nie podoba się Kici Koci.

Maluch dużo płacze, śpi, trzeba go karmić, przewijać i wszystko to sprawia, że Kicia Kocia czuje się samotna i zepchnięta na drugi plan. Na szczęście mama znajduje rozwiązanie, tuli i rozmawia z córeczką, kiedy karmi Nunusia, a kiedy maluch zasypia spędza czas tylko z nią.
Kicia Kocia już wie, że mama kocha swoje dzieci tak samo i dla każdego znajdzie czas.

Moim zdaniem starsze dzieci chętnie zechcą naśladować Kicię Kocię, a dzięki temu mogą się nauczyć wielu pozytywnych zachowań.

Dedykujemy tę recenzje dzielnej mamie, starszej siostrze Izabelli oraz dumnemu Tacie. Dla najmłodszego życzymy samych wspaniałych przygód. Rośnij duży i zdrowo.
Adaś, ciocia Sandra i wujek Paweł
