
Autor: Astrid Lindgren
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 160
Wiek: 8+
Moja ocena: 5+/5
„Mio, mój Mio” to klasyczna fikcja dla dzieci o maltretowanym i zaniedbywanym przez swoich przybranych rodziców młodym chłopcu, który trafia do magicznej krainy, gdzie jego ojciec jest królem i kocha go najbardziej na świecie. Tytułowy bohater przeżywa różne przygody i pokonuje wcielenie zła, gdzie w końcu wszyscy żyją długo i szczęśliwie.
To trudna i smutna historia o samotnym chłopcu, który w zimny wieczór siedzi na ławce, patrzy na oświetlone okna, za którymi wyobraża sobie szczęśliwe rodziny i opowiada sobie bajkę o magicznej krainie.

Samotny, dziewięcioletni Bosse chciałby mieć prawdziwy dom, przede wszystkim jednak chciałby odnaleźć tatę. To marzenie się spełnia, gdy chłopiec trafia do Krainy Dalekiej. Tam odkrywa, że ma na imię Mio i jest zaginionym synem króla.



Chłopiec dostaje własnego konia, złotogrzywego i kopytnego rumaka Miramis, i poznaje nowych przyjaciół, Jum-Jum, Nonno oraz Jiri z rodzeństwem. W Krainie Dalekiej na pierwszy rzut oka wszystko wygląda jak słoneczny sen, ale po drugiej stronie zaczyna się Kraina Zagraniczna, gdzie rycerz Kato ma zamek. To okrutny wróg i postach, który porywał dzieci i zamieniał je w zaczarowane ptaki. Na Mio czeka szereg niebezpiecznych wyzwań i ciężka wędrówka, aby stanąć twarzą w twarz wrogim rycerzem i odnalezieniem w sobie odwagi.


„Mio, mój Mio” to nie tylko opowieść o walce dobra ze złem, ale także opis dziecięcej tęsknoty za miłością. To dość poważna historia i kilka razy wprawiła mnie w melancholię. Jej przesłanie jest jasne, a postacie i ich odwaga bardzo mi się podobały. Ilustracje są urocze w swojej prostocie i jeszcze bardziej potęgują opowieść. Polecam!
